Komórka wiedzy na tropie trylobitów cz II

Przejdź do trzeciej części powieści


Antek z trudem otworzył oczy.Wszystko wokół niego wirowało i mieniło się przeróżnymi kolorami.
Zdawało mu się,że pędzi z zawrotną szybkością na jakimś pojeździe.Czuł,że strach paraliżuje mu wszystkie mięśnie.W jednej ręce kurczowo ściskał komórkę,w drugiej...
-Nie,to chyba niemożliwe-pomyślał w panice-przecież to czułki trylobita!
Drżącą ręką trzymał czułki trylobita,który pędził przed siebie wioząc na swoim pancerzu przerażonego chłopca.
Antek teraz dopiero zauważył,że jest na dnie oceanu.
-To jakieś czary!-pomyślał-przecież jestem w wodzie i wcale się nie topię!.Siedzę okrakiem na
trylobiecie i wcale nie spadam!Poza tym trylobity chyba tak szybko nie pływały?!- Zuważył,że ten,na którym siedział jest wyjątkowo duży,tak na oko mógł liczyć ponad metr i był koloru jasnoczerwonego.Chłopiec wiedział,że ich długość nie przekraczała 67 cm.Na dodatek jeden z trzech członów trylobita był bardzo słabo rozwinięty,prawie w zaniku.



-Zupełnie jak ten mój trylobit na skamieniałości.Czyżby to on!?Nie ,to niemożliwe!-w głowie
chłopca zapanował zupełny chaos.-A jednak.Przecież pamiętam jak wciągała mnie ta skałka,czyżby
to mi się wszystko śniło?!- Antek uszczypnął się mocno,tak, że podskoczył na twardym pancerzu.
-Nie, to jednak nie sen,jestem w jakimś dziwnym morzu,nie topię się,mogę normalnie oddychać,chyba nie zwariowałem?!-
Zaczął uważnie rozglądać sie wokół siebie.Trylobit sunął już znacznie wolniej.Przemykali, to pomiędzy sterczącymi,dużymi skałami,to znowu między olbrzymimi bulwami stworów,które przybierały również kolumnowate formy .
Na dnie leżały płaskie talerze,kolonie jakichś innych,prymitywnych organizmów.Antkowi przemknęło przez głowę,że to chyba korale.

Gdzieniegdzie kołysały się, pod wpływem falowania wody, olbrzymie pęcherze przytwierdzone do mulastego dna.Między nimi żerowały różne ślimaki o okrągłych i mocno wydłużonych,poskręcanych muszlach.Wszystko pulsowało i mieniło się barwami.Woda wydawała się ciepła i delikatna,muskała subtelnie twarz chłopca, łagodząc nieco ogień jego rozpalonych policzków.
Nagle drgnął.Tuż obok,przeleciał jak torpeda jakiś wydłużony kształt.Antek zdążył zauważyć,że miał
około dwóch metrów,długą,ostro zakończoną muszlę, a z przodu wielką,płaską głowę z szeroko
osadzonymi, strasznymi oczami i wieloma,miękko układającymi się członkami,jak u ośmiornicy.
Antkowi zrobiło się słabo.Znał tego stwora z ilustaracji.Dziadek nie raz go pokazywał opowiadając o rozwoju życia na Ziemi.
-To jest na pewno łodzik,drapieżnik z morza sylurskiego,Co się stało?!Jakim cudem się tu znalazłem?Wchłonęłą mnie skamieniałość trylobita.To jakaś paranoja!- poczuł,ze zbiera mu się na płacz.Był bezradny i opuszczony.Zauważył nagle ,że w ślad za nim płynie drugi trylobit,nieco mniejszy.
- Czyżby to był ten z drugiej skamieniałości na półce?- roześmiał się do siebie-No nie,ja chyba już całkiem zwariowałem!

Dookoła zrobiło się jakby trochę jaśniej.Chłopiec pomyślał,że wypłynęli na płytsze wody. Poniżej mieniły się różnymi odcieniami płaskie talerze kolonii koralowców.Co chwilę przepływali obok grup
kołyszących się strzępiastych koron, zawieszonych na długich miękkich łodygach.
-To pewnie liliowce-pomyślał Antoś-dziadek mi o nich opowiadał.To była era paleozoiczna!Kambr,ordowik,sylur,dewon-wyrecytował wyuczone okresy.-To wygląda jakbym się przeniósł w przeszłość,ale jakim cudem?!
Rozczapierzona korona liliowca musnęła mu twarz.Chłopiec wzdrygnął się.Spojrzał bezwiednie na telefon komórkowy ściskany kurczowo w dłoni.Przypomniał sobie ,że tuż po naciskaniu klawiszy na komórce został wchłonięty przez skamieniałość.


-To musi mieć coś wspólnego z tą archaiczną komórką dziadka.Zaczął jej się jeszcze raz
uważnie przyglądać.Nagle poczuł,że trylobit ,na którym jechał, gwałtownie przyspieszył i zaczął
nerwowo kołysać się w różne strony.Antek złapał mocniej za czułki i rozejrzał się z niepokojem.
Nie zdążył jeszcze dobrze odwrócić głowy,kiedy potężne szczypce kłapnęły mu koło ucha.Chłopiec
odruchowo położył się płasko na pancerzu swojego trylobita, a kątem oka starał się dojrzeć
kto lub co jest właścicielem tych ogromnych, przerażających szczypiec.To co zobaczył spowodowało,że przylgnął jeszcze ciaśniej do grzbietu swego "pojazdu".Za nimi płynął, w szybkim tempie, długi na około dwa metry, prawie czarny stwór z wielkimi,twardymi szczypcami z przodu ogromnego cielska.
Olbrzymia,czarna głowa z długimi,sztywnymi wąsami była niebezpiecznie blisko.
-Uciekajmy!-krzyknął Antoś,chociaż był pewien,że trylobit go nie słyszy.Ten, jednak przyspieszył.Bestia nie dawała za wygraną.Płynęła jeszcze,szybciej,tak, że w pewnym momencie prawie się z nimi zrównała,cały czas kłapiąc szczypcami.



Trylobit dał nurka w głąb morza,ale stwór,nie zrażony,pędził dalej za nimi.Jak na swoje wielkie
i potężne cielsko był szybki i zwinny.Antek zuważył,że inne trylobity,które mijali z przerażenia zwijały się w rulony.
"Pojazd" chłopca przyspieszał coraz bardziej,wykonywał co chwilę gwałtowne zwody to w lewo,to w prawo.
Antek musiał trzymać się bardzo mocno czułków, aby nie spaść i nie zgubić komórki,która wydała mu się teraz jedynym ratunkiem z opresji.
Nagle trylobit przyhamował i w mgnieniu oka zwinął się w rulon.
Chłopiec nie poczuł nawet ,kiedy znalazł się w środku.
Mimo,że trylobit był bardzo duży jego pancerz ugniatał Antka zbyt mocno.Z przerażeniem pomyślał,że długo tak nie wytrzyma i zaczął się zastanawiać, czy lepiej zginąć w szczękach potwornej bestii,czy też zostać zgniecionym w pancerzu trylobita.Ostatnim wysiłkiem zmusił się do podniesienia ręki z komórką i naciśnięcia klawisza.Ekran zaświecił się i pojawił się na nim napis "help".
Po chwili zsunęli się gwałtownie, poprzez szczelinę, do ciemnej pieczary.Wylądowali pod wilgotną ścianą.
Chłopiec przylgnął bardziej do grzbietu trylobita,aby siła odrzutu nie pchnęła go na głazy.
Było ciemno i wilgotno.Antoś wyczuł,że oprócz jego
trylobita jest jeszcze ktoś obecny i ten ktoś przybliżał się bardziej i bardziej.Wytężył wzrok aby dojrzeć cokolwiek w panujących ciemnościach.Odetchnął z ulgą.Tą niepokojącą istotą okazał się drugi trylobit towarzyszący im w drodze.Intuicyjnie wyczuł,że nie grozi mu z jego strony żadne niebezpieczeństwo.Chłopiec powoli,z pewnym wysiłkiem zsunął się z "pojazdu" i usiadł na podłożu opierając się plecami o skalną ścianę.Obydwa trylobity osiadły tuż obok.Antka cieszyła ich obecność,czuł się przy nich bezpiecznie, chociaż cała ta przygoda wydawała mu się irracjonalna i miał cichą nadzieję,że zaraz się obudzi.Zupełnie nie miał pomysłu co robić dalej.Długo wpatrywał się bezmyślnie w mrok,aż wreszcie jego wzrok padł na komórkę, którą ciągle ściskał kurczowo w ręce.

-To ta komórka jest sprawcą wszystkiego-pomyślał-no i ta nowa,dziwna skamieniałość.Od kiedy dziadek ją znalazł zaczęły dziać się dziwne rzeczy.
-Och!Gdyby dziadek był tutaj,on wiedziałby co zrobić.
Chłopiec poczuł,że znowu zaczyna się "rozklejać" i, aby się nie rozpłakać, zaczął przyciskać klawisze telefonu.Nacisnął;wybór sieci,potem dostępne sieci,wyszukiwanie sieci...
Kiedy na ekraniku pojawił się napis:znajdź nową sieć Antek poczuł,że telefon zaczyna mu drgać w ręce.
Zauważył,że wibracje te przenoszą się na odpoczywające obok
trylobity,jakby była między nimi bezpośrednia łączność.Nagle ekranik zabłysnął i pojawił się
napis:Witaj Antosiu!
Chłopiec aż krzyknął z przerażenia.Drżącą dłonią wystukał na klawiaturze:
-Kim jesteś?!
Jestem twoim"pojazdem" w przeszłość,trylobitem, a zwą mnie Trylos.Obok siedzi mój przyjaciel Trylit,
ale on niestety nie może nawiązać z tobą kontaktu, bo nie ma anteny na pancerzu.
-A ty masz?-wystukał Antek.
-Oczywiście!Dzięki niej wibracje mojego ciała ,które powodują wysyłanie fal elektromagnetycznych, mogą być zamienione na sygnały w twoim telefonie i potem na pisemne znaki.
Niestety nie możesz mnie usłyszeć Antosiu,mogę tylko do ciebie pisać.

-Co się dzieje,co to za czary?Umieram ze strachu!
-Czary,nie czary.Świat jest bardziej złożony niż się wam ludziom wydaje-pokazało się na ekranie komórki
-Ja czuję wielką wewnętrzną potrzebę,że muszę zrobić coś ważnego,muszę znaleźć brakujacacą część mojego pancerza-trzecie skrzydło,które zostało gdzieś w przeszłości.Przeznaczenie nas połączyło i wygląda na to,że razem mamy zdziałać coś ważnego.

-No tak-wystukał Antek na klawiaturze-ty poszukujesz części swojego pancerza,ale ja,co ja mam do zrobienia?!
Nie mam pojęcia o co w tym wszyskim chodzi!
-Przypomnij sobie co cię ostatnio najbardziej dręczy i boli-pojawiły się napisy na ekranie.
Chłopiec zamyślił się.-Chyba choroba dziadka-napisał i poczuł,że łzy znów niebezpiecznie zaczynają zbierać się pod powiekam.
-Ale ja nie mam na to zupełnie żadnego wpływu.
-Niegdy nie wiemy i nigdy nie bądźmy do końca pewni na co naprawdę mamy wpływ i co nas czeka w przyszłości.
-napisy znowu zamigotały. -Rozejrzymy się z Trylitem po jaskini,poczekaj tutaj na nas,nie bój się,nie opuścimy cię.
Trylobity ruszyły z miejsca i, jak sanie po śniegu,sunęły gładko po mule przed siebie.Po chwili zniknęły w mroku.Antek nie wiedział co dalej robić.Czuł się osamotniony i wystraszony,sytuacja go przerastała.
Ciemności panujące wewnątrz jaskini pogłębiały jeszcze jego lęk.
Po paru minutach wyłoniły się z mroku powracające trylobity.
-Znaleźliśmy bardzo długi korytarz w skale-na ekranie telefonu pojawił się świetlisty napis-
-może tam gdzieś jest wyjście.Wskakuj na grzbiet,jedziemy!
Chłopiec posłusznie wdrapał się na pancerz trylobita i złapał mocno za czułki.Szybko znależli wejście do korytarza,Trylit sunął żwawo przed nimi,torując drogę.Korytarz skręcał w prawo,potem w lewo,potem znów w prawo, aż nagle rozwidlał się na dwie części.Postanowili skręcić w prawo, co sprawiło,
że po kilkunastu minutach znaleźli się blisko wejścia,gdzie zaczynali swoją wędrówkę.

-Jesteśmy w labiryncie,jesteśmy w pułapce!-pomyślał chłopiec z przerażeniem.Intuicyjnie spojrzał na telefon komórkowy.
Jak do tej pory wybawiał go z opresji.Wybierał po kolei opcje menu:
książka telefoniczna,komunikaty,wybór sieci.Może to-Antek nerwowo naciskał klawisze-ostatnio
dzięki tej funkcji przenieślimy się tutaj.Nic się nie działo,nic co by wskazywało,że telefon
chce podjąć jakąś akcję.Trylobity kręciły sie nerwowo w miejsc, a chłopiec próbował znaleźć
jakiś trop w komórce.Może funkcje połączeń-pomyślał w skupieniu-chodzi przecież o jakąś
łączność.Zdesperowany nacisnął funkcję-przekazanie połączeń.Telefon zadrgał i autamatycznie
wysunął antenę,z której wytsrzelił wąski promień światła.
-To laser!-przemknęło Antkowi przez głowę.Trzymał telefon poziomo w dłoni ,tak że promień biegł prosto w głąb korytarza.Chłopiec uśmiechnął się do siebie.-Jest połączenie!
-Jedziemy za tym promieniem!-wystukał szybko na klawiaturze.Ruszyli, sunąc gładko po mule.
Promień prowadził ich przed siebie w zawiłości korytarzy.Co chwilę ocierali się o wilgotną,skalną ścianę.
Po kilku minutach promień światła zaczął robić się coraz bledszy.Było zdecydowanie jaśniej,kiedy wpadli z impetem do wielkiej,większej niż poprzednia groty.Antek wyłączył telefon naciskając na OK i promień zgasł.
Komórka nie wyłączyła się całkowicie,bo na ekranie ukazał się napis:Gdzie my jesteśmy Antosiu?!


Miejsce było rzeczywiście dość dziwne.Niby przypominało zwykłą,dość dużą grotę, ale ściany były
wyjątkowo gładkie,pozbawione jakichkolwiek nacieków.Słaniały się po nich i falowały różne cienie,których kolory zróżnicowane były od jasnej szarości, aż do prawie czerni.Wszystkie były dość duże i rozedrgane.Dno groty pokrywała tafla wody.

Antek rozglądał się dookoła z niedowierzaniem.Wszystko falowało i pulsowało.Opływali powoli
jaskinię podziwiając przedziwne kształty cieni na jej ścianach.Nagle na jednej z nich cienie
gwałtownie zawirowały.Zaczęły skupiać się dziwne formy i zmieniać kolor.Chłopiec zauważył,
że układają się w olbrzymią twarz kobiety o przepięknych rysach, okoloną kaskadami falujących,długich włosów.
Całe malowidło z szarości zmieniło kolory na różowo-beżowo-biało-błękitny.
Gdzieniegdzie przebijała jasna zieleń.Widok był tak olśniewający,że Antoś zamarł w bezruchu,czekając w osłupieniu co będzie dalej.Twarz wydawała się przyjazna,zaczęła poruszać ustami i wydawać, dla chłopca niezrozumiałe, dźwięki.
Rozłożył ręce aby dać znać,że nic nie rozumie,aż nagle przypomniała mu się komórka.Nacisnął opcję -ustawianie
telefonu i potem -wybór języka.Po naciśnięciu OK mowa tajemniczej twarzy stała się nagle zrozumiała.
Antosiowi trudno było określić dokładnie jaki to był język.Faktem jednak było to,że rozumiał go doskonale.
-Widzę,że jesteś bystrym chłopcem!-oblicze uśmiechnęło się.Jakim cudem dotarłeś tu w głęboką przeszłość, aż do syluru?

-To wszystko za pomocą tego telefonu komórkowego ,który dostałem od dziadka i nie mniej dziwnej skamieniałości trylobita z tajemniczymi znakami.
-Ach to zapewne komórka wiedzy.Zakodowane są w niej ,między innymi połączenia miedzy różnymi
erami ,epokami i dziedzinami wiedzy.Odsprzedałam nawet ostatnio jedną w holocenie ludziom,ale
człowiek to takie dziwne stworzenie,że pewnie nie będzie jej umiał wykorzystać-dodała sarkastycznie.

-To pewnie ta komórka-Antek podniósł do góry rękę z telefonem.-Dziadek kupił ją wczoraj
w sklepie ze starociami.Podarował ją mnie.
-Mam nadzieję,że będziesz umiał ją wykorzystać i powrócisz do swojego świata.
-Nie jestem pewien-bąknął chłopiec-dobrze,że chociaż te trylobity są ze mną.
-Dasz sobie radę.Komórki wiedzy trafiają zazwyczaj do mądrych istot.
-A kim ty ...o przepraszam,kim pani jest?-Antoś zdobył się w końcu na pytanie.
-Jestem Władczynią Wiedzy potężną i wspaniałą jak prawdziwa wiedza.Jest tutaj skumulowana,w podwodnych pieczarach ,cała wiedza i prawda o świecie,o przyrodzie,jej rozwoju.
Jak to!? To niemożliwe,jaka kumulacja.
Władczyni Wiedzy uśmiechnęła się dobrotliwie.-Rozumujesz jak prawdziwy człowiek,który często
jest na bakier z logiką i prawdą.Dla ludzi pojęcie czasu wydaje się proste,chcociaż już pojęcie czasoprzestrzeni było dużym postępem.
A wyobrażasz sobie na przykład zazębianie się czasoprzestrzeni,różnorodne pętle czasowe,to między innymi, dzięki nim znlazłeś się tutaj.

-Czy to wszystko co mnie spotkało da się jakoś wytłumaczyć?!
-Oczywiście,przy odpowiednim poziomie wiedzy i nauki-oblicze potwierdziło dobitnie.-Człowiek
nie potrafi właściwie wykorzystać wiedzy.Trzeba mieć szerokie horyzonty myślowe, na wszystko spojrzeć całościowo,
a wtedy wnioski nasuną się same.Dla prawdziwego naukowca nie tylko wiedza jest ważna ,ale i wyobraźnia.

-Mój dziadek jest takim naukowcem-wtrącił chłopiec.-Jest geologiem.Kiedyś poszukiwał nowych złóż,teraz bardziej zajmuje się geologią historyczną.

-Geologia historyczna!-oblicze na skale rozpogodziło się.-Wspaniała dziedzina-jak powstały
skały,jak powstała Ziemia...Ciebie też to interesuje?
-Oczywiście-Antoś podekscytował się.-Zbieram okazy skał,skamieniałości.Chciałbym kiedyś tak jak dziadek podróżować,badać skały.Ale teraz dziadek jest chory.Czy nie ma pani,pani Wiedzo-
dodał po chwili wahania-jakiegoś lekarstwa dla mojego dziadka.Pani jest taka mądra.
Władczyni Wiedzy uśmiechnęłą się tajemniczo.-Chodźcie,pokażę wam coś!-Spojrzała intensywnie w jedno miejsce na ścianie skalnej,która po chwili rozsunęłą się i ukazała się olbrzymia,jasna grota.Antek zaniemówił z wrażenia.Wpłynęli powoli do środka.W odróżnieniu od poprzedniej groty miała znacznie bardziej wydłużony kształt.
Przez środek biegło podwyższenie skalne,na którym poustawiane były różne naczynia i menzurki.Kipiały w nich i parowały z nich różnokolorowe płyny.
W tym szczególnym laboratorium pracowały dziwne stwory zupełnie przypominające meduzy z wyłupiastymi
oczami na górnej powłoce i z rozczapierzonymi odnóżami.Niektóre z nich były różowe,
inne niebieskie,wyglądały niezwykle atrakcyjnie na tle zielono-szarych ścian groty.Dziwne stwory zwijały się wokół "kamiennego stołu",
przelewały płyny do naczy, a siedziały
na trylobitach, o ciałach otoczonych szerokim,płaskim,gęsto perforowanym obrzeżem.
Trylobity były ślepe,przemieszczały się posuwistymi ruchami w grubej warstwie mułu.
Antek rozglądał się dookoła zaskoczony.Widok był oszałamiający.
Widzę,że jesteś pod wrażeniem!-oblicze Władczyni Wiedzy utworzyło się znów na scianie jaskini.
-To moje laboratorium.Tworzy sie tutaj najnowocześniejsze mikstury według zasad prawdziwej wiedzy.
-A czy znalazłoby się tutaj jakieś lekarstwo dla mojego dziadka?!
-Spójrz na prawo-oblicze zniżyło głos.
Leżały tam w rzędzie muszle większe i mniejsze,każda miała otwór zatkany pasującym doń kamykiem.
-W tych muszlach są różne mikstury na różne choroby,przypadłości,ale leku dla twojego dziadka tu nie ma.To jest zadanie dla ciebie.
-Jak to ?!-Antoś podskoczył energicznie ,tak że trylobit zachwiał się pod jego ciężarem.
-Weź ostatnie dwie muszle.Jedna z nich jest pełna ,a druga pusta.
Chłopiec wziął do ręki muszle.
-W tej pierwszej jest fantastyczny płyn,który specyficznie reaguje na osoby nieszczere,złośliwe,po prostu wredne.
A jak,możesz przekonać się w praktyce-Władczyni Wiedzy uśmiechnęła się szelmowsko.-Zapewniam cię Antosiu,że ten płyn jest zupełnie nieszkodliwy.
-A druga muszla?
-Na spiralnej powierzchni drugiej ukryte są nazwy okresów z historii Ziemi.Za pomocą swojego
ekstra-telefonu musisz przenieść się w każdy okres,zdobyć pył z jakiejś rośliny albo sierść zwierzęcia,rozpuścić to w wodzie z morza kambryjskiego;otrzymasz wtedy płyn harmonii,który być może uzdrowi twojego dziadka.
Zauważ chłopcze,że powiedziałam "być może".
-Ale jak ja mam to zrobić?!-Antek wykrzyknął z przerażeniem.-Przecież tu tyle niewiadomych,nie wiem od czego zacząć.
-Wysil swój intelekt chłopcze,jak to wy mówicie"pogłówkuj",wykorzystaj swoją wiedzę.Bo wiedza
bez logicznego myślenia,bez wyobraźni,fantazji,nic nie jest warta.Postaraj się,może ci się uda.
-Na tej muszli nie widać żadnych napisów-Antek z rezygnacją opuścił ręce.
-Musisz znaleźć odpowiednią substancję i posmarować powierzchnię muszli,aby ujawnić napisy.
Chłopcu wydawało się,że głos Władczyni zabrzmiał szyderczo.
-Nie wiem czy dam radę.
-Postaraj się chłopcze,grasz o wysoką stawkę.Wracaj do domu i obmyśl sobie plan działania.Do zobaczenia!
-Oblicze Władczyni Wiedzy zafalowało,kolory zaczęły się mieszać i blaknąć,aż zanikło zupełnie.

Antek wystukał na klawiszach komórki-Trylosie,czy zrozumiałeś co mówiła Władczyni Wiedzy?
-Zrozumiałem- ukazała się na ekranie odpowiedź.-Wracamy?
-Tak!-napisał chłopiec.Ruszyli ,zagłębiając się w ciasny labirynt skalny.Chłopiec,jak poprzednio,włączył laserowy promień w telefonie komórkowym.Przemieszczali się szybko i gładko.
Dotarli do drugiej jaskini skąd,poprzez obszerną szczelinę,zanurzyli się ponownie w wody morza sylurskiego.Obydwa trylobity płynęły szybko i pewnie.Antek siedział teraz wygodnie i mógł spokojnie zająć się komórką.
Przypominał sobie jaką funkcję wywoływał w komórce ,kiedy przenikał w przeszłość.Nagle poczuł,że trylobity zaczęły nerwowo reagować.Obejrzał się za siebie i jęknął.-O nie!Znowu!

Nie przypuszczałem ,że życie w morzu sylurskim było takie stresujące.-W ich stronę podążało szybko kilka łodzików.Właściwie cała armia tych drapieżników o stożkowatym,wydłużonym ciele.

Wyraźnie szykowały się do ataku.Trylobity przyspieszyły gwałtownie i chłopcu trudno było utrzymać się na grzbiecie Trylosa.Kątem oka dojrzał wielką kolonię dorodnych liliowców.

-Szybko!Nurkujemy w liliowce!-wystukał.Zanurzyli się między falujące rośliny.
Antek czuł za plecami zbliżające się agresywne łodziki.Nerwowo naciskał klawisze telefonu:
Funkcje połączeń-telefon nie zadziałał,może wybór sieci,chyba naciskałem wtedy wybór sieci
i dalej-dostępne sieci,sieci preferowane.Przy ostatnim klawiszu poczuł,że trafił właściwie.
Wszystko zaczęło drgać i wirować, a ekran komórki wysyłał oślepiające promienie.
Chłopiec nie mógł złapać oddechu,intensywne wibracje z telefonu przenosiły się na jego ciało,
zaczął tracić świadomość.

Logowanie



EGA - Wszelkie prawa zastrzeżone