Komórka wiedzy na tropie trylobitów cz I

Wydanie pierwsze


Przejdź do drugiej części powieści

Zmierzch przedzierał się przez firanki w oknie starej kamienicy.Robiło się coraz ciemniej,tak ciemno, że trudno było wyróżnić głowy starszego mężczyzny i chłopca pochylonych nad stołem.

-Antosiu,zapal lampę!-mężczyzna zmrużył oczy i odgarnął opadające na czoło siwe włosy.
Miękkie światło ogarnęło blat stołu,na którym porozkładane były różnorodne kamienie. Chłopiec,może 12-13-letni, wodził po nich zachwyconym wzrokiem.
-Dziadku, a co to jest? -podniósł bliżej oczu dużą,kremową skałkę.-Ta śmieszna odciśnięta muszla?
-To amonit-mężczyzna wyjął chłopcu z ręki okaz i obracał go w dłoniach -wapień dewoński.
-Gdzie to dziadek znalazł?Opowiedz dziadku-poprosił chłopiec przymilnym głosem
-To jest okaz z Gór Świętokrzyskich a ten,jeszcze ciekawszy, z Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej,widzisz jak wyraźnie widać muszlę, piękne kopalne głowonogi-mężczyzna uśmiechnął się do siebie.
Antek przybliżył twarz do kamieni-Dziadku,a co to jest,takie dziwne?
Na burym odłamku skały widać było odbity,podłużny kształt.
-No właśnie,to jest zagadka.Niby odcisk trylobita,ale popatrz na te dziwne znaki przy głowie.Jakby fragmenty figur geometrycznych,może trochę podobne do pisma runicznego. Nie mam pojęcia co to może być.A najdziwniejsze jest to,że nie pamiętam skąd mam ten okaz.Pojawił się nagle na półce.Mógłbym przysiąc,że dwa dni temu jeszcze go tam nie było.

-Może to jakiś nieznany gatunek-wtrącił chłopiec.
-Nie,chyba nie...dziwne,bardzo dziwne.Z tym kamieniem musi być związana jakaś wielka tajemnica.
Drzwi do pokoju uchyliły się.Stanęła w nich smukła,młoda kobieta.
-Antoś,znowu zadręczasz dziadka! -w jej głosie było więcej łagodności niż przygany.
-To moja wina -mężczyzna spojrzał przepraszająco.
-Ale tato,wiesz że gorzej się ostatnio czujesz,powinieneś odpoczywać!
-Nie przesadzaj ,chłopak aż się pali do wiedzy,będę miał godnego następcę.
-Mamo, te skałki są takie świetne.Znalazłem nawet ostatnio stronę internetową ze skamieniałościami,ale wolę prawdziwe kamyki.
-Kamyki i kamyki -kobieta westchnęła.-Chodź ,musimy jechać do domu.Tata i Agatka czekają.
-Przyjdziecie jutro ? -zapytał mężczyzna.
-Oczywiście-Antoś podbiegł i cmoknął dziadka w policzek.-Spoko dziadku,geologia to jest to!
Przez chwilę ubierali się w przedpokoju.Matka podeszła do starszej kobiety stojącej w drzwiach kuchni.



Mamo, nie denerwuj się na zapas,jutro będą wyniki i zobaczysz,wszystko będzie dobrze.
-Miejmy nadzieję,martwi mnie tylko,że ojciec ostatnio źle wygląda.
Przerwały rozmowę, bo do przedpokoju wszedł mężczyzna.
-To cześć Antosiu,dobranoc kochani.
Mama szarpnęłą chłopca za rękę -Pospiesz się bo ucieknie nam ostatni autobus.-

---------- ----------- ------------ -------------------




Kiedy wysiadali z windy usłyszeli podniesione głosy dochodzące z ich mieszkania.
-Ta Agata robi się ostatnio okropna-mama westchnęła otwierając drzwi- taka pyskata.
-O co się kłócicie?!- zawołał Antoś.Przed nimi stanął rozsierdzony ojciec.
-Wyobraź sobie, twoja ukochana córeczka wybabrała mi cały krem do golenia,bo jakaś kretynka jej powiedziała,że świetnie modeluje włosy, a ja chciałem się wieczorem porządnie ogolić.

W drzwiach kuchni stanęła Agata, cała zapłakana, z wielkim kokonem pozlepianych,sztywnych włosów.
-Nie wolno mi nawet poeksperymentować?!Nic mi nie wolno w tym domu!-Płacząc,wpadła do swojego pokoju trzasnąwszy drzwiami.
Antek parsknął śmiechem.
-Mamo,widziałąś jej nową fryzurę?!
Mama uśmiechnęła się i ściszonym głosem zaczęłą rozmawiać z ojcem.Antek wsunął głowę do pokoju siostry.
-Miss Polonia z fryzurą extra-punk!W szkole Loczek na pewno się w tobie zakocha!-Nie dokończył ironicznej tyrady bo w jego stronę poleciała poduszka.

-Pilnuj lepiej tych swoich kamyków!- Agata krzyknęła histerycznie.Gwałtownymi ruchami starała się rozczesać pozlepiane,długie włosy,podrygiwała przy tym nerwowo.

-Co za dzieci-zamruczał ojciec.Jego wysoka,lekko przygarbiona postać pochyliła się jeszcze bardziej,tak, że wyraźniej było widać zarysowujące się kółko łysiny.


Przeczuwając zbliżającą się awanturę chłopiec wsunął się do swojego malutkiego pokoju.
-Jakie szczęście,że mam ten swój kącik -westchnął.Słyszał przez ścianę stłumione głosy rodziców.Pokój był bardzo mały z niedużym oknem naprzeciw drzwi.W rogu stało małe biurko, pod oknem równie mały tapczan.Na dwóch półkach regału poukładane były kawałki różnych skałek.

Antek spojrzał na okazy,które dostał od dziadka.Ściągnięte rysy twarzy stały się miękkie i łagodne.W panującym w pokoju półmroku chłopiec wydawał się szczuplejszy i smuklejszy niż w rzeczywistości.Był wysoki,z dość gęstą czupryną ciemnoblond włosów.
Dotknął kawałka granitu ,a potem z namaszczeniem wziął do ręki dziwną ,wydłużoną skałkę.Była koloru buro-szarego, z odciśniętym dużym pręgowanym kształtem.

-Najpiękniejszy odcisk trylobita na świecie-uśmiechnął się do siebie.-Wiem o was prawie wszystko,słodkie trylobitki!-gładził palcami po powierzchni skałki.-Tak wyraźnie widać trzy płaty pancerza.Dziadek mówił,że jest was opisanych 2000 gatunków.
-Antosiu!Kolacja!-głos mamy wyrwał go z zamyślenia.


--------------------- -------------------- ------------------
Następnego dnia Antek biegł spóźniony do szkoły.Promyki wiosennego słońca igrały pomiędzy jego nastroszonymi włosami.Przeskakujac po dwa schody wpadł do budynku.
Nawet nie zauważył,że kogoś potrącił.Poczuł gwałtowne szarpnięcie za ramię.Przed nim stał Loczek w całej okazałości.Samo wspomnienie jego imienia budziło w uczniach tej szkoły paraliżujący strach.
Bo też było się kogo bać.Wysoki,barczysty,z czupryną mocno poskręcanych loczków i z jakimś gniewem,zadziornością w oczach.Kiedy szedł korytarzem z paroma chłopakami obstawy, momentalnie robiło się koło niego pusto.Teraz stał przed Antkiem gniewny.

-Ty,mały!Nie widzisz kogo potrącasz?!Chyba nie wiesz w co się pakujesz?
Chłopiec rozejrzał się dookoła z nadzieją na pomoc,ale korytarze były puste.Zaczęły się już lekcje.
-Słuchaj teraz uważnie ty gnypie!-Loczek złapał Antosia za sweter i przycisnął do ściany.-Jutro,słyszysz jutro, przyniesiesz mi pięć złotych,a najlepiej dychę. Spróbuj zapomnieć, to pożałujesz,że się w ogóle urodziłeś.-

Chłopiec ze strachu nie mógł wydobyć głosu.
-Czy to dociera do ciebie!?-głos Loczka był agresywny.
-No...jasne-wykrztusił.
Nagle u wylotu korytarza pojawiła się potężna postać.Antek odetchnął z ulgą.W wielkiej,pulchnej osobie rozpoznał dyrektorkę szkoły.Szła,z lekka podrygując, co wyglądało zabawnie przy jej obfitych kształtach.Sięgające ramion włosy,poskręcane w drobne pierścienie,zabawnie podskakiwały w rytm kroków.
-Spadaj!-Loczek popchnął lekko chłopca w stronę klasy..
-Halo!Dzieci! Proszę na lekcje!-dyrektorka roześmiała się nieszczerze, a jej skrzeczący głos przybrał wysokie tony.-Patryk ,czemu jeszcze nie w klasie?!Już po dzwonku.
-Dzień dobry!-Loczek ukłonił się i zrobił zabawnego zeza za plecami dyrektorki.
Antek wsunął się chyłkiem do swojej klasy.Pan Witek od przyrody i geografii spojrzał niego ze zdziwieniem.Chłopiec usiadł w ławce,nie mógł opanować dygotu rąk.
-Ale afera!- szepnął do siedzącego obok Filipa-Podpadłem Loczkowi.
Filip spojrzał przerażony-coś ty!-Jego wielkie, czarne oczy zrobiły się jeszcze okrąglejsze,nie wiadomo czy to ze zdziwienia,czy ze strachu.
Antek cicho,w kilku słowach opisał mu scenę na korytarzu.
-Dyra ,to znaczy Peruka,też się go boi-mruknął Filip.Mówię ci,Loczek trzęsie całym osiedlem.

---------------- ------------------- -------------- ------------


Po lekcjach Antek biegł prosto do domu,oglądając się z niepokojem za siebie.Nerwowa rozmowa
z Loczkiem nie dawała mu spokoju.W mieszkaniu nie było nikogo, a w kuchni na stole leżała kartka:"Pojechałam do dziadka".Chłopiec zadrżał.-Przez te głupie sprawy zapomniałem,że dziadek odbiera dzisiaj wyniki badań.Mama pewnie zwolniła się z pracy-pomyślał nerwowo.Narzucił kurtkę i pobiegł w kierunku przystanku tramwajowego.
Drzwi otworzyła mu babcia.Widać było,że płakała.
-Antosiu,dziadek ma złe wyniki,musi iść do szpitala.
Chłopiec wszedł bez słowa do pokoju.Mężczyzna siedział na kanapie,wyraźnie ożywił się na widok wnuka.
-Cześć dziadku!
-Chodź tu do mnie Antek-mężczyzna nie krył podekscytowania.-Zobacz tylko co dzisiaj rano kupiłem w tym sklepie z gadżetami -wyjął z kieszeni czarny,podłużny przedmiot-zgadnij,co to jest?

-Hm,wyglada niby jak telefon komórkowy,taki starodawny,a w ogóle to przypomina wydłużonego trylobita.
-Ty to wszędzie widzisz te trylobity-mężczyzna roześmiał się.-To jest najprawdziwsza komórka, trochę może dziwna,ale przez to cenna.Kupiłem ją za grosze.Sprzedawca mówił,że podobno wczoraj przyniosła ją jakaś tajemnicza,elegancka dama.Weź tę komórkę Antosiu.Tobie się przyda,a ja w szpitalu i tak nie mógłbym z niej korzystać.
-Dzięki-Antek w zamyśleniu oglądał dziwaczny przedmiot.
-I jeszcze jedno-mężczyzna podał chłopcu skamieniałość-przechowaj do mojego powrotu tę skałkę z tajemniczymi znakami.

-Tato,musimy już jechać-głos mamy był matowy i drżący.
-To pa dziadku.
-Nie zamierzam tam długo zostać-dziadek mrugnął porozumiewawczo.
Wyszli w milczeniu.
-Nic tu nie pomożesz,jedź do domu odrabiać lekcje.My z babcią odwieziemy dziadka.
Chłopiec wspiął się na palce i pocałował mężczyznę w policzek.Był ciepły i delikatny.
Odjechali taksówką.Antek stał jeszcze przez chwilę zamyślony, ściskając w jednej ręce podłużny kształt komórki, a w drugiej zimną skamieniałość.





----------------- --------------- --------------------- Drzwi do mieszkania otworzyła Agata.-Gdzie się szwędasz?!-rzuciła ostro.
-Dziadek pojechał do szpitala-Antek starał się, by jego głos zabrzmiał normalnie.
Agata oparła się ciężko o ścianę.-Słyszałam jak mama rozmawiała z ojcem,że dziadek ma podejrzenie białaczki.Te złe wyniki, to chyba potwierdzają-dziewczyna spuściła głowę-Pójdę chyba do Kaśki,nie chce mi się siedzieć w tym pustym domu.

Antek wyciągnął się na tapczanie w swoim pokoju.Nie mógł przestać myśleć o dziadku.Cisza,panująca w mieszkaniu, wydała mu się ciężka i przygnębiająca.
Włączył pierwszą lepszą płytę, by ją zagłuszyć.Powoli zapadał zmierzch,ale nie chciało mu się zapalać światła.Wyciągnął z kieszeni skamieniałość,którą przyniósł z mieszkania dziadka.

Zaczął jej się jeszcze raz uważnie przyglądać.
Dwa odciśnięte człony trylobita były dobrze widoczne,natomiast trzeci był bardzo słabo zarysowany.Antek przybliżył skałkę do oczu.Widział wyraźnie dziwne napisy,nawet w półmroku.
-Jakby pół malutkiego okręgu,pół rombu,kwadratu.Same połówki-myślał zaintrygowany.
-Co to może być?Do tego rozmieszczone są w siedmiu linijkach.
Po chwili,zniechęcony,odłożył skamieniałość na półkę. Teraz nadeszła kolej na dziwaczną komórkę.Chłopiec zaświecił światło, by ją lepiej obejrzeć.
Zdziwił się,że jeszcze się nie rozładowała.Równie archaiczna jak komórka, była ładowarka,dość duża ,
czarna w kształcie muszli. Postanowił wypróbować telefon.Zadzwonił do mamy.
Ku jego zdziwieniu komórka świetnie działała.Zaczął cierpliwie przeszukiwać menu aparatu.
Książka telefoniczna,komunikaty,wybór sieci...Zaraz,zaraz...Co to jest?!W okienku ze zmatowiałą
szybką zobaczył znaki bardzo podobne do kilku odbitych na skamieniałości.Antek poczuł,
że robi mu się gorąco.-Przecież to niemożliwe,tych kilka znaków w komórce to dokładne
lustrzane odbicie figur na kamieniu!-podbiegł rozgorączkowany do półki ze skałkami.
Drżącą ręką złapał skamieniałość i przyłożył ją do telefonu .
-Nie,to nie mogła być pomyłka! Na ekraniku komórki były znaki będące lustrzanym odbiciem znaków na skałce.
Chłopiec słyszał swoje serce walące jak oszalałe.Mały ekranik telefonu mienił się wszystkimi kolorami tęczy,ale kształty figur odcinały się wyraziście od tła.Pięć połówek geometrycznych znaków,które pasowały jak ulał do połówek figur z pierwszego rzędu na skamieniałości.


-Czy to jakieś czary?!-Antek dotknął kamienia.Był rozgrzany do czerwoności.Skamieniałość trylobita,
leżąca obok też emitowała ciepło.Chłopiec poczuł mrowienie obejmujące całe ciało.
Po chwili telefon komórkowy zaczął pulsować w jego drugiej dłoni.Z ekranu rozchodziły się migoczące promienie.Swym oślepiającym blaskiem wypełniły cały pokój-Zupełnie jak na dyskotece-zdążył jeszcze pomyśleć Antek zanim poczuł,że niesamowita ognista siła wciąga go w głąb skamieniałości.
-To niemożliwe!-pomyślał z rozpaczą.-Chyba zaraz umrę!-Chciał zawołać "na pomoc", ale nie
mógł wydobyć głosu przez ściśnięte gardło.Prawie omdlewając zapadł się w ciemną,pulsującą otchłań.


Przejdź do drugiej części opowieści

Logowanie



EGA - Wszelkie prawa zastrzeżone